(Z serii: Techniki manipulacji psychologicznej)


Myślę, że każdy z nas czasem zadaje sobie pytanie o przyczyny (czasem bezsensownego bądź niezgodnego z naszymi zasadami, ideami) posłuszeństwa wobec osób, do których jesteśmy, można powiedzieć, nauczeni czuć i okazywać respekt - mogą być to lekarze, prawnicy, profesorzy, sędziowie czy pracodawcy.  Podobne pytanie w 1961 roku zadał sobie amerykański psycholog społeczny, Stanley Milgram. Postanowił on przeprowadzić eksperyment, który miał ustalić, w jakim stopniu tak zwani „zwykli ludzie” mogą ulegać naciskom władzy oraz autorytetu i w konsekwencji dopuszczać się czynów niemoralnych, przestępczych lub nawet zbrodniczych. Hasło ‘siła autorytetu’ to jedynie skrawek tematu o manipulacjach psychologicznych, z którymi stykamy się w codziennym życiu, a który dzisiaj trochę rozwinę.

Ślepe posłuszeństwo  w historii świata odegrało ogromną rolę i niejednokrotnie jego skutki prowadziły do straszliwych wydarzeń. Jako przykład mogę podać choćby znane na całym świecie zbrodnie przeciw ludzkości, jakimi niewątpliwie było stworzenie i pozwolenie na funkcjonowanie obozów koncentracyjnych, obozów pracy czy więzienia S21. Innym smutnym przykładem jest masakra w My Lai popełniona w 1968 roku w Wietnamie przez amerykańskich żołnierzy. Jednak nie chodzi mi o samo zbudowanie  miejsc, gdzie dokonywano masowych mordów, bardziej o pytanie, dlaczego często zwykli ludzie wypełniali ślepo rozkazy, które doprowadzały ich do popełniania strasznych czynów. Pytanie dotyczące historii, jednak ma też niemałe przełożenie na dzisiejszy świat, nawet naszą codzienność, choć często po prostu tego nie zauważamy. Dlaczego czasem nie potrafimy określonej osobie odmówić bądź przyznajemy rację tylko dlatego, iż widzimy ją w świetle kogoś, kogo powinniśmy słuchać, tytułowego ‘autorytetu’? Na to pytanie w dużej mierze odpowiadają wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez wspomnianego wcześniej amerykańskiego psychologa.

Zacznę może od genezy pomysłu Milgrama, który zapoczątkował  całe doświadczenie. Otóż psycholog ten przypuszczał (jak się później okazało, niesłusznie), że Niemcy jako naród muszą być szczególnie skłonni do podporządkowywania się  przełożonym. W celu sprawdzenia tej tezy w latach 1961 - 1962 przeprowadzał ten sam eksperyment z różnymi grupami ludźmi. Początkowo miał zbadać grupę amerykańską, a później niemiecką, by wyłowić różnice w zachowaniach ludzi różnych narodowości. Były to osoby w różnym wieku, wykształceniu o innych zawodach, różnych płci, ras (jeżeli w ogóle mogę tak powiedzieć ;/////)i z różnych środowisk. Milgram chciał zbadać ich skłonność do ulegania autorytetowi - a konkretnie ‘podstawionemu’ badanym lekarzowi - koniecznie w białym kitlu! Okazało się, że po przeprowadzeniu badań tylko w Stanach jego teoria dotycząca Niemców “trochę” się nie sprawdziła, gdyż, jak sam stwierdził, “znalazł tu tyle posłuszeństwa, że wcale nie było powodu jechać do Niemiec”. Jak pokazują te słowa, dla samego psychologa wyniki eksperymentu nie zakończyły się w żadnym stopniu tak, jak przewidywał (ani on, ani biegli psychiatrzy i inni psychologowie, z którymi współpracował). Wyniki były bardzo zaskakujące i nieoczekiwane, a teraz pozwólcie mi rozpisać się, dlaczego.

W eksperymencie Milgrama chodziło pokrótce o to, by sprawdzić ile bólu jest w stanie zadać człowiek drugiej osobie, kiedy usłyszy taki rozkaz od osoby wyznaczonej priorytetem. Upraszczając, badani byli przekonani, że biorą udział w eksperymencie dotyczącym pamięci - pozostali więc nieświadomi do samego końca badania, że nie o pamięć  chodziło. Wcielili się oni w role “nauczycieli”, a aktor, którego wcześniej oczywiście pokazano badanym (aby nie wzbudzić podejrzeń co do autentyczności całej ‘scenerii’) miał być ich “uczniem”. Nauczyciel był w jednym pomieszczeniu z podstawionym lekarzem i urządzeniem do (uwaga może zabrzmieć drastycznie) wymierzania wstrząsów elektrycznych, a “uczeń” miał być w drugim, z elektrodami podpiętymi do rąk, aby w razie złej odpowiedzi na pytanie nauczyciela ten zaaplikował mu wstrząs. Oczywiście “uczniem” był podstawiony aktor, który zgodnie ze ‘scenariuszem’ eksperymentu miał odpowiednio udawać przed i po tym, jak odpowiedział źle na pytania “nauczyciela” - najpierw mówiąc, że nie chce dalej brać udziału w eksperymencie, a potem także krzyczeć i płakać, mówiąc o chorobie serca. Profesor Milgram przeprowadził wcześniej serię ankiet, pytając studentów, profesorów i grupę psychiatrów o potencjalny wynik osób, które byłyby w stanie zadać najwyższy wstrząs, tj. 450 woltów (procentowo). Większość stwierdziła, że będzie to ok. jednego do dwóch procent badanych. Wyniki były jednak zaskakujące i niespodziewane, gdyż w podsumowaniu, niemal ⅔ badanych wszystkich sesji posłusznie zadawała trzydzieści kolejnych, coraz to silniejszych wstrząsów elektrycznych, dopóki eksperymentator nie zakończył badania. Co w tym równie mocno niepokoi to fakt, że praktycznie żaden  z 40 uczestników nie wycofał się ze swej roli “nauczyciela” i to w obliczu wyraźnych żądań “ucznia”, a nawet jego krzyków, bólu czy próśb. 

Rezultaty eksperymentu Milgrama zaskoczyły wszystkich jego uczestników i pokazały jak potężna jest siła jednego z najpowszechniej stosowanych w manipulacji psychologicznej mechanizmów.  Również późniejsze powtórki tego badania wykluczyły wątpliwości dotyczące tego, jakoby płeć czy nieświadomość siły zadawanego bólu miały wpływ na jego wynik. Jako że grupę badanych tworzyły osoby z różnych grup wiekowych, ras i z różnym wykształceniem, pozostaje pytanie, co skłania nas, zwykłych ludzi do, mimo moralności i empatii, zrobienia czegoś tak strasznego? Odpowiedź to oczywiście ten powtarzający się w każdej sesji eksperymentu jeden stały element. Element ubrany w biały kitel, ze spokojnym, ale i pełnym nalegania głosem. Tak. Autorytet. Bez jego powtarzania, że ‘eksperyment musi być kontynuowany’ badani byli w stanie skończyć zadawanie bólu “uczniowi”. Widać było, że prawdziwi badani nie czuli się dobrze z tym, co robili, nie podobało im się to - a jednak niestety nie przeszkadzało w byciu posłusznym. Milgram określił wyniki swoich badań jako “stwierdzenie krańcowej skłonności dorosłych ludzi do uczynienia niemal wszystkiego, by tylko spełnić polecenie autorytetu”. 

Eksperyment ten wzbudził w środowisku badaczy wiele emocji i kontrowersji, związanych głównie z zarzutami naruszenia elementarnych zasad etycznych prowadzenia tego typu badań. Niezależnie od krytyki, doświadczenie to, z różnymi modyfikacjami, było kontynuowany w kolejnych latach przez innych naukowców, także poza granicami Stanów Zjednoczonych, przynosząc, niestety, równie pesymistyczne wyniki i rezultaty. Warto dodać, iż eksperyment Milgrama stał się jednym z najsłynniejszych w całej historii badań eksperymentalnych, obok równie głośnego “stanfordzkiego eksperymentu więziennego”, zrealizowanego w 1971 roku przez Philipa Zimbardo. 

    Co każe nam słuchać autorytetów?
Dzięki temu, nazwijmy to “systemowi autorytetów” możliwych jest w praktyce wiele rzeczy, takich jak rozwój systemów produkcji, ekspansja (rozumiana na wiele sposobów) czy choćby kontrola nad społeczeństwem. Biorąc pod uwagę szeroko rozumiany kontekst, to tak naprawdę bez owej hierarchii autorytetów społeczeństwo pogrążyłoby się w anarchii - można powiedzieć więc, że to jeden z powodów, dla których większość z nas jest uczona od dziecka, jak być posłusznym (co swoją drogą brzmi dla mnie smutno). Jesteśmy też, niestety, umacniani w wierze, że przeciwstawianie się autorytetom jest złe :(
Oczywiście, trzeba również wziąć pod uwagę fakt, że tak dramatyczne i świetnie przemyślane akty posłuszeństwa jak w opisanym powyżej eksperymencie są stosunkowo rzadkie w społeczeństwie. Zdaniem autorytetów kierujemy się więc częściej przy samym wyborze sposobu postępowania.
Milgram wskazywał również, że uleganie autorytetom niesie ze sobą i praktyczne korzyści. Przykładem może być relacja rodzic - dziecko, jeżeli uznajemy, że rodzic ma wiedzę oraz doświadczenie i teoretycznie, kierując się dobrem podopiecznego, będzie kontrolował je w taki sposób, aby zapewnić mu jak najlepszy rozwój. Można więc powiedzieć, iż w dorosłym życiu rolę takich autorytetów przejmują inni - w dużej mierze są to pracodawcy, sędziowie, politycy, lekarze. Wypowiadając się z perspektywy wiedzy nam nieznanej i niedostępnej powodują, że uleganie ich żądaniom jest rozsądne, ma sens. Niestety, kierując się myśleniem ‘to żądanie/rozkaz jest sensowny’ często ulegamy im także w przypadkach, gdy go nie mają. To właśnie błędne koło ślepego posłuszeństwa…
Kolejnym, już nieco wyszczególnionym przypadkiem ślepego posłuszeństwa, z którym spotykamy się z codziennym życiu może być hierarchia autorytetów w kręgach medycznych. Mam tu na myśli stosunek samego personelu medycznego wobec poleceń lekarzy - a często nie chodzi nawet o personel, a po prostu lekarza “wyższego rangą” wydającego polecenia innemu lekarzowi.
Profesorowie farmacji, Michael Cohen i Neil Davis stwierdzili w swojej książce “Medication Errors”, że większość z popełnianych medycznych błędów także wiąże się ze ślepym posłuszeństwem wobec lekarza prowadzącego pacjenta, w końcu nikt nie kwestionuje jego poleceń, począwszy od samego pacjenta poprzez pielęgniarki, farmaceutów, a nawet innych lekarzy. 

Jeżeli zaś chcemy wiedzieć, jak w praktyce wokół nas wykorzystuje się manipulację psychologiczną z wykorzystaniem wizerunku autorytetów, wystarczy spojrzeć chociażby na różnego rodzaju reklamy, gdzie np. aktorzy przebrani w lekarskie kitle zalecają środki, lekarstwa, a ostatnio coraz częściej pasty do zębów określonych firm. Oczywiście wszystko to okraszone jest pięknym uśmiechem (teoretycznie pięknym - w praktyce takie uśmiechy często wywołują u mnie koszmary...)
   

~Gubernator Blacksnake