czyli o tym, jak polityka stada wpływa na społeczeństwo
Tytuł dzisiejszego artykułu to znane słowa Waltera Lipmana, być może znanego wam amerykańskiego pisarza, dziennikarza i myśliciela XX wieku. Myślę, że dobrze oddają to, o czym chciałabym dzisiaj napisać, mianowicie jak działa na nas polityka stada i do czego może prowadzić.
Zacznę może od tego, że ‘polityka stada jako manipulacja psychologiczna’ może wydać się trochę irracjonalnym sformułowaniem, w końcu można powiedzieć, że ludzie to “zwierzęta stadne” (uwaga, użyłam tego sformułowania, gdyż nawet nawet różne dziedziny naszego życia społecznego i politycznego - szczególnie obecnie - ukazują siedzące w nas zwierzęta…) dlatego, że przecież od małego uczymy się, przyswajamy sobie różne zachowania które obserwujemy u innych, podążamy za wszystkimi. Przebywając długo w samotności po pewnym czasie ‘uciekamy’ do ludzi, choćby na chwilę. Szukamy kontaktu, w tłumie jakaś część z nas -wiem, że nie każdy - czuje się bezpiecznie czy anonimowo. Jednakże to, nad czym chcę się dzisiaj pochylić, to nieco inna (można powiedzieć negatywna) strona polityki stada, czyli dlaczego działa na nas tak, a nie inaczej i do jakich zjawisk może prowadzić.
Polityka stada często określa sposób, w jaki wybieramy, czy coś, czego doświadczamy, jest poprawne czy nie. Ma to znaczenie przy ocenie poprawności, stosowności zachowań - będziemy uznawać coś za właściwe, jeśli mamy styczności z innymi ludźmi, którzy zachowują się tak samo. Tak naprawdę, jakkolwiek trywialne byłyby te zachowania, wiedzę o ich poprawności czerpać będziemy w ogromnej mierze z obserwacji zachowań większości. I tutaj jako przykład nasuwają się producenci seriali komediowych, którzy często stosują w nich jako tło “śmiech z puszki”. Wiedzą oni, że podświadomie widzowie oceniają, czy coś jest zabawne, czy nie, na podstawie odtwarzanego z taśmy dźwięku. Już samo to jest przykładem manipulacji. Kolejnym jest to, że przecież według polityki stada za postępowaniem kryje się potrzeba przynależności do grupy, a ostracyzm społeczny wywołuje strach. Ha, Grecy wiedzieli już o tym dawno temu…
Łatwym do zauważenia przykładem tej techniki tej manipulacji są reklamy. Ich twórcy przodują w umieszczaniu w nich różnych informacji mających przekonać nas o tym, że dany produkt bądź usługa są cenione przez dużą część konsumentów, klientów. Wystarczy spojrzeć choćby na reklamy telewizyjne, które przekonują do siebie poprzez mówienie o wzrastającej sprzedaży produktu, pokazywanie danych statystycznych różnego rodzaju (często jest to również manipulacja, przedstawiane są bowiem korzystne statystyki). Wymienia się też, a nawet i ukazuje znane osoby, wychwalające daną usługę/produkt.
Interesującym przykładem wpływu polityki stada na ludzi są metody leczenia schorzeń psychicznych czy też eliminacji niepożądanych zachowań. Niektórzy badacze z tego zakresu eliminowali bądź co najmniej łagodzili u dzieci objawy lęku przed psami, pokazując filmy, na których inne dzieci bawiły się z tymi zwierzętami. Okazało się wówczas, że najskuteczniej działały te filmy, na których bawiła się z nimi większa liczba dzieci. Niestety, taka zależność działa w obie strony i konsekwencją oglądania przez dzieci obrazów przesyconych agresją, przemocą może również budować w nich przekonanie, że taka forma zachowania jest właściwa.
Okazuje się, że jesteśmy bardziej skłonni do ulegania wpływom społeczeństwa, gdy odczuwamy niepewność, a sytuacja jest dwuznaczna. Prowadzi to do zjawiska zwanego “niewiedzą wielu” - gdyż także inni szukają w nas wzorcowych zachowań. W praktyce może to tłumaczyć przypadki ‘społecznej znieczulicy’, apatii, gdy np. duża część miejscowej społeczności nie reaguje na przypadki agresji czy przemocy (chociażby sąsiadów), a nawet znajdującym się w potrzebie przechodniom.
Niektóre doświadczenia pokazują, że szanse udzielenia pomocy osoby w ostatnim przypadku maleją wraz ze zwiększaniem się liczby świadków, gdyż maleje osobista odpowiedzialność odczuwana przez każdą osobę w takiej sytuacji. Krótko więc mówiąc,w tłumie często (zbyt często) nie reagujemy na sytuacje, na które zareagowalibyśmy, będąc sami. Aby to udowodnić - jeżeli ktoś w ogóle takich dowodów innych niż własne doświadczenia potrzebuje - napiszę o serii eksperymentów przeprowadzonych przez amerykańskich psychologów społecznych, Johna Darleya i Bibba Latane. Zaaranżowali oni parę różnych sytuacji, w których wymagana była interwencja świadków - jedną z nich był student z atakiem padaczki. Chcieli sprawdzić, jak zachowają się ci świadkowie zdarzeń sami i w obecności innych. Wspomniany student otrzymywał pomoc ze strony 85% samotnych obserwatorów, a jedynie w 31% przypadków, gdy obserwatorów było pięciu. Podobne wyniki uzyskano, gdy zaaranżowano inną sytuację, kiedy to z drzwi pokoju wydobywał się dym. Spośród samotnych świadków 75% ingerowało, natomiast przy 3 z nich interwencja następowała w 38% przypadków. Co ciekawe, gdy w takiej trzyosobowej grupie 2 osoby zostawały wcześniej poinstruowane, by zachować apatię, ingerencja trzeciej osoby następowała w zaledwie 10% przypadków.
Kolejnym czynnikiem wpływającym na siłę działania polityki stada jest podobieństwo - im bardziej podobni są do nas świadkowie zdarzeń, tym silniej działa. Przykładem w praktyce po raz kolejny są reklamy i występujący w nich aktorzy grający role ‘zwyczajnych ludzi’. Imitują oni przeciętnego “Kowalskiego” czy “Nowaka” właśnie z tego prostego powodu.
Polityka stada wyjaśnia również takie przypadki jak szeroko znany Efekt Wertera, gdy w krótkim czasie po nagłośnieniu w mediach samobójstwa znanej osoby wzrasta ogólny odsetek liczby samobójstw w społeczeństwie. Wspomniane prawidłowości wykazał socjolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego, David Philips. Znalazł on także dowody podobnego naśladownictwa w przypadku morderstw, co może prowadzić do wniosku, że również szeroko publikowane i komentowane akty przemocy prowadzą w prostej linii do wzrostu liczby tych przestępstw w społeczeństwie.
Podsumowując, polityka stada oznacza, że często (za często!) reagujemy podobnie jak inni obserwatorzy zdarzeń, sądząc, iż zachowanie większości jest właściwe. Dlatego też sformułowanie ‘polityka stada’ dobrze oddaje beznadziejność sytuacji, w jakich znajdujemy się jako ci właśnie “zagubieni świadkowie”, chcący pozostać tylko świadkami i zapomnieć o ciążącej na nas odpowiedzialności.

0 Komentarze